dawno dawno temu firma Joymax z Korei stworzyła F2P o nazwie Silkroad Online. w czasach gdy wow masowo podbierał klientelę Silkroad miał wielki plan zgarnąć coś dla siebie. Miał mieć klimat rodem z wypraw Marco Polo Jedwabnym Szlakiem, miał mieć klimat karawan, zbójów, handlarzy itd. Miał mieć jeszcze 2 zalety: być darmowym i mieć piękną grafikę. Obie te zalety zniknęły po ~2 latach. Wprowadzono Item Mall (w lotro jest LotrO Store), a grafika przestała aż tak szokować, choć dalej robi wrażenie na wysokich detalach, głównie masą światełek przy megadynamicznych walkach. Co to ma wspólnego z Vindictusem? W obu grach postawiono na dynamizm a świat tak cudownie zapowiadany stał się nudny. gra sprowadzała się do sieki tysięcy mobów, questy były nic nie dające, a fabuła zniknęła. Karawanami rzadko kto jeździ, bo lepiej włączyć bota i farmić na mobach.
Reasumując - gra bez szczegółowego świata, fabuły, mnogich questów nie ma szans. może jedynie powalczyć chwilowo z innymi f2p mmorpgami, które nastawiają się na widowiskową siekę. Będą grać w nią osoby, których nie stać na abonament, ale zapewne po jakimś czasie okaże się, że wkroczą mikropłatności, mniej lub bardziej faworyzujące ludzi z $$ na koncie. wtedy znów powróci rozczarowanie, że liczy się kasa, a lepszym jest ten kto da więcej.
I tyle.
Nie życzę grze źle. Po prostu na rynku jest wiele f2p mmorpgów, a każdy jest podobny do siebie.